Zaczytałam się: „Kochani, dlaczego się poddaliście?” Ava Dellaira

kochani-dlaczego-sie-poddaliscie_2

Czasem w życiu jest kiepsko. Tak, nie da się tego ukryć, to mocny fakt. Można się wtedy załamywać (osobiście bardzo nie polecam), można zatracić się w czymś, co jeszcze bardziej nas zniszczy (nie polecam już w ogóle podwójnie!), albo można znaleźć coś, co wyciągnie nas z dołka i pozwoli przetrwać najcięższy okres. Sposobów na to jest masa! Na mnie najlepiej działają książki. A już zwłaszcza prawdziwym balsamem dla duszy są dla mnie obyczajówki, w których mogę znaleźć choć parę myśli, które będę mogła sobie potem zapisać i wracać do nich, kiedy znów będzie źle. Wierzcie mi – ten sposób zawsze zdaje egzamin! Oczywiście, ciężko na odpowiednią książkę trafić. Oj, potrafi to być ryzykowna taktyka, bowiem zła książka każdemu książkoholikowi humor jeszcze bardziej pogarsza.

Buszując po bibliotece rzuciła mi się w oczy niepozorna z wyglądu książka Avy Dellairy. Tytuł mnie zaintrygował, podobnie opis z tyłu okładki. Postanowiłam się skusić i – mimo z reguły restrykcyjnego trzymania się moich list lektur do przeczytania – wypożyczyć ją i połknąć na poprawę nastroju.

Osamotniona siostra

Bohaterką powieści jest nastoletnia Laurel. Dziewczyna właśnie rozpoczyna naukę w liceum. Pozornie jest typową szesnastolatką – szuka przyjaciółek, stara się odnaleźć w nowej szkole, podoba jej się chłopak, szuka nowych zainteresowań. Coś jednak sprawia, że Laurel wcale taka przeciętna nie jest. Jej rodzice są rozwiedzeni, a jej ukochana starsza siostra nie żyje. Co więcej, jedyną osobą, która wie, jak zginęła jest właśnie Laurel, która była z nią feralnej nocy.

Myślę, że kiedy się traci kogoś bliskiego, to trochę tak, jakby się traciło siebie.

Dziewczyna nie jest w stanie pogodzić się ze stratą. Ciągle obwinia samą siebie o śmierć siostry i nawet nie stara się znaleźć dla siebie usprawiedliwienia. Nowi przyjaciele i jej rodzice próbują dociec, dlaczego wzięła na siebie winę za cało zdarzenie, ale Laurel uparcie milczy na ten temat. 

Z początkiem szkoły dziewczyna zaczyna też zdawać sobie sprawę, że zaczyna dorastać. W jej życiu pojawiają się alkohol, imprezy, wagary i nocne ucieczki z domu. Myśląc przy tym o swojej siostrze zauważa ona boleśnie, że w porównaniu do niej, jej siostra była dobra. Postrzega ją jako ideał i uważa, że jej nigdy nie przytrafiały się takie właśnie akcje. Zaczyna czuć się brudna i zniszczona od środka, zaś jej siostra jawi jej się jako czystość dziewiczego śniegu.

Ludzie listy piszą

Nie mogąc poradzić sobie z nagromadzeniem emocji Laurel, zainspirowana pracą domową z angielskiego, decyduje się zacząć pisać listy do zmarłych. Jej adresatami stają się słynni poeci, muzycy, aktorzy. Przelewa na papier swoje myśli i obawy, opisuje wydarzenia poszczególnych dni.

Nie lubię powieści epistolarnych. W ogóle nie przepadam za narracją pierwszoosobową, a w takich powieściach spotykamy się tylko z taką. Tutaj jednak mi to nie przeszkadzało, być może dlatego, że listy były krótkie i treściwe, nie było w nich niepotrzebnie nagromadzonych specyficznych myśli bohaterki i fabuła szła dosyć szybko do końca. Ciekawi również byli adresaci samych listów. W ich gronie znalazło się parę postaci, które sama podziwiam i boleję nad ich wczesną śmiercią.

Dlaczego nie jest dobrze?

Ogólnie zamysł autorki był fajny. „Wciągnęła” do swojej książki bardzo interesujące postacie ze świata tak historycznego, jak i kulturalnego. Niestety jednak, ale na tym zalety owej powieści się kończą.

Po pierwsze – koszmarni bohaterowie! Laurel, jej znajomi i rodzina to taka „płycizna charakteru”. Czytacie książkę i nawet nie jesteście w stanie wyobrazić sobie, że ci ludzie mogliby istnieć w prawdziwym życiu. Nie mają charakteru, absolutnie żadnej wyrazistości. Autorka starała się wrzucić w Laurel jak najwięcej emocji, ale zaliczyła całkowitą porażkę, bo mimo tego, że bohaterka sama od siebie opowiada nam o tym, co w jej duszy gra, to ja nie byłam w stanie się z nią identyfikować, współczuć jej, czy cokolwiek.

Po drugie – te ceglaste dialogi! Dam Wam przykład jednego z nich:

- Cześć.
- Cześć!
- Cześć – powtórzyłam jak głupia.
- Co tam?
- Idziesz na tańce w weekend?
- Nie wiem. A ty?
- Czy idę na tańce?
Spojrzał na mnie, jakby mówił : No a co?
- Ja też nie wiem. Ale chyba tak. Ktoś mnie zaprosił.
- A kto?
- Taki chłopak. Ale nie wiem, czy w ogóle chcę iść.

I tak przez całą książkę. Znajdźcie mi w tej rozmowie coś prawdziwego, z emocjami, cokolwiek. Moje rozmowy ze znajomymi na facebooku mają w sobie więcej prawdziwości niż ten dialog, który ponoć miał miejsce w liceum między dwojgiem młodych ludzi „pełnych najróżniejszych uczuć i emocji”. Na litość boską!

Po trzecie – fabuła. Zaczyna się fajnie, bo mamy motyw tajemniczej śmierci siostry Laurel. Powiem szczerze, że przez długi czas tylko to trzymało mnie przy lekturze, bowiem cała reszta była kiepsko skrojona. Bohaterowi, to całe górnolotne „dorastanie” dziewczyny i tak dalej. Dodatkowo w pewnym momencie autorka dorzuca kwestie homoseksualizmu i molestowania. Serio. O dużo za dużo w tak małej powieści. Kiedy zaś dochodzimy do momentu rozwiązania zagadki tajemnej śmierci okazuje się ona tak głupia, że aż boli. To raczej nie będzie spoilerem jeżeli Wam powiem, że w ostatecznym rozrachunku żadnej tajemnicy nie ma. Serio. Brnęłam przesz tę lekturę tylko po to, żeby się dowiedzieć, że na jej końcu nic mnie nie czeka.

Ostatnie słowo

Krótka lektura, dość duża czcionka, więc czytało się szybko. Fabuła i bohaterowie nie prezentowały jednak żądnego godnego poziomu, więc nie jestem w stanie polecić Wam tej lektury. Mogło być ciekawie, koncepcja listów do „słynnych zmarłych” zapowiadała naprawdę interesującą lekturę, ale nic z tego nie wyszło.

Mam wrażenie, że autorka chciała przekazać zbyt dużo w zbyt małym formacie. Cóż – wyszło źle.

Moja ocena:

dwie gwiazdki

Stopka:

Wydana: 2014 (USA), 2015 (Polska)

Cykl: –

Wydawnictwo: Amber

Liczba stron: 303

5 komentarzy do “Zaczytałam się: „Kochani, dlaczego się poddaliście?” Ava Dellaira

  1. Na początku chciałam przeczytać tę książkę, ale później jednak pojawiało się coraz więcej minusów tej powieści czy powodów, dla których po prostu nie chcę sięgać po tę książkę. Okładka jest bardzo ładna, tytuł tajemniczy, ale treść… Hymm… ja również nie lubię powieści epistolarnych. Czytałam ,,Love Rosie” , która jest właśnie tak napisana i niby była okey, ale jednak nie. To nie było to. Nie da się wszystkiego dobrze opisać na podstawie e-maili, listów i smsów. Po prostu nie. Książki z narracją 1-osobową lubię bardzo o ile główna bohaterka nie jest żałosną dziewczynką, która użala się nad sobą co chwilka. Nie lubię płytkich bohaterów, którzy są tacy… nijacy, a poza tym te dialogi! Naprawdę są drętwę i słabe! Zdecydowanie nie sięgnę po ten tytuł.

  2. Bardziej niż treść do tej książki przyciągała mnie okładka i tytuł. Zastanawiałam się ostatnio nad jej kupnem lecz zrezygnowałam. Teraz nie żałuję, książka byłaby tylko zmarnowanymi pieniędzmi i czasem.

    Pozdrawiam! :)

  3. Mi się ta książka podobała. Może i nie była jakaś tam rewelacyjna, ale dobrze mi się ją czytało. Poza tym wiele osób do, których pisała sama uwielbiam i może ta książka była mi bliższa.

  4. Kiedyś okładka rzuciła mi się w oczy, ale jakoś nie przekonała mnie na tyle by po nią sięgnąć. Opis również do mnie nie przemówił. Książka raczej nie dla mnie.

  5. Kupiłam tę książkę za grosze podczas wyjazdu wakacyjnego, gdyż byłam nią bardzo zainteresowana. Słyszałam o niej przeróżne opinie – od fantastycznych, do całkowicie negatywnych. Obecnie jestem w trakcie jej lektury i mam podobne zdanie co ty. Powieść czyta się niezwykle szybko i przyjemnie, jednak to takie „czytadło” na zabicie czasu, rozluźnienie się, nic specjalnego. :)
    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>