Jedną serią: „Niezwyciężona” Marie Rutkoski

2496-horz

Długo zastanawiałam się, czy pisać osobne recenzje każdego z tomów, czy też może jednak opisać je w jednej notce „Jedną serią”. Bądź co bądź chciałam, aby ten cykl zawierał w sobie serie już dokończone, a Niezwyciężona ciągle czeka na dokończenie trylogii. Uznałam jednak, że nie ma się co zastanawiać i czekać na tom trzeci. Obie książki przeczytałam zaraz po sobie i fabuła każdej z nich mocno mi się zazębia, więc – czemu nie?

Na te książki – pomimo obłędnych okładek – raczej nie zwróciłabym szczególnej uwagi, gdyby nie dość duży boom jaki zrobił się na ich punkcie na naszym rodzimym BookTube. Wiele dziewczyn bardzo zachwalało te lektury obiecując mnóstwo emocji przy lekturze. Zastanawiałam się poważnie nad zakupem, ale uznałam, że moja lista książek do kupienia już bez nich jest szokująco długo i postanowiłam wypożyczyć je z biblioteki. Trochę na nie czekałam, bowiem wiele osób przede mną również postanowiło je przeczytać, aż wreszcie w połowie lipca trafiły one w moje ręce.

Prawda może być równie zwodnicza jak kłamstwo.

Fabuła powieści opiera się przeżyciach dwojga bohaterów – Kestrel i Arina. Ona jest córką szanowanego valeriańskiego generała, piękną i rozpieszczoną. On to młody niewolnik, człowiek z ludu Herreńczyków, który kilkadziesiąt lat temu podbili Valerianie. Uciskany naród nie chce jednak dłużej znosić podwładnej roli i cały półwysep stoi przed perspektywą buntu.

Jakie role przyjdzie w nim zająć Kestrel i Arinowi? Czy cokolwiek on zmieni? Kto przeżyje, a kto nie?

Cóż, na te pytania sami będziecie musieli znaleźć odpowiedzi. Ja powiem Wam tylko, że autorka zbudowała ciekawy, ale doskonale już wszystkim czytelnikom znany świat. Jedna grupa uprzywilejowana kosztem drugiej, wyraźne podziały w społeczeństwie, wojna, która do tego wszystkiego doprowadziła. To już było. Dodatkowo mam wrażenie, że zrobiła ona wyjątkowo minimalistyczne wprowadzenie. Lubię, kiedy autorzy bogato opisują świat, który wykreowali, kiedy „wprowadzają” w niego czytelnika (Anne Bishop jest w tym mistrzynią!). Autorka uznała chyba jednak, że każdy czytelnik będzie zaznajomiony z tym, co ona stworzyła, bo już wcześniej zdążył to przeczytać w kilku innych książkach. Pomysł obroniłby się jednak, gdyby Rutkoski zafundowała mi jakąś nową, trzymającą w napięciu fabułę. A z tą też niestety nie jest najlepiej.

Kestrel taka sama jak wszystkie

Tak, niestety. ZNOWU jest dziewczyna odmienna od swoich rówieśniczek, rozumująca inaczej, „pragnąca więcej”, jedyna, która może wspomóc aktualną sytuację. Nie polubiłam jej od samego początku. To ten typ bohaterki, który tak bardzo mnie wkurza. Nastolatka bez charyzmy, która zostaje wciągnięta w coś, czego nie pojmuje i co ją przerasta, ale autor tak nagina całą otaczającą ją rzeczywistość, że wreszcie jawi się nam ona jako jedyne i niezastąpione remedium na wszystko.

Postawa Kestrel tak mnie irytowała, że ostatnie sto stron drugiego tomu kartkowałam i czytałam co parę stron. Robienie na siłę super bohaterek z nastolatek naprawdę sprawdza się tylko w jednym przypadku na tysiąc. Tutaj nie wyszło.

Nie sposób też nie wspomnieć o wątku miłosnym. Okej – jest subtelny. Nie wybucha szaleńczą namiętnością, a stopniowo się rozwija i tak naprawdę dopiero w drugim tomie bohaterowie zaczynają otwarcie przyznawać się do swoich uczuć, co mi się podobało, bo wychodzi to wówczas bardziej realistycznie i faktycznie pozwala czytelnikowi dopingować rozwijające się uczucie. Inna kwestia jest taka, że zakochani niespecjalnie mi do siebie pasują, ale tutaj jeszcze nic nie mówię, bo być może w trzecim tomie wyraźniej zauważę chemię między nimi. Autorka czasem trochę przesadziła z kwiecistością opisów uczucia, ale ogólnie jestem zadowolona z tego, jak wątek romantyczny został w sadze poprowadzony. Szczerze mówiąc, jakaś część mnie chce, żeby ta miłość nie miała jednak jakiegoś szczęśliwego zakończenia. Myślę, że byłoby to z pożytkiem dla całej fabuły.

Czasem myślisz, że bardzo czegoś potrzebujesz, a tak naprawdę powinieneś pozwolić temu odejść.

Ostatnie słowo

Zastanawiałam się, które wątki mogłabym jeszcze poruszyć, ale chcę ustrzec się przed spoilerami, więc skończę w tym miejscu. Podsumowując, książki nie są złe. Schematyczne, trochę źle przeprowadzone jest przedstawianie wykreowanego świata, ale jak na młodzieżówkę – trzyma przyzwoity poziom.

Fajny wątek miłosny. Bohaterowie koślawi, ale dość dobrze wyeksponowane są relacje między nimi, co zapewnia ciekawą lekturę. Fajnie czyta się dialogi, bo nie są głupkowate. Trochę za dużo kwiecistych opisów, ale nie są one jakoś mocno męczące, więc nie przeszkadzają w ogólnym odbieraniu fabuły.

Polecam przeczytać. Może nie dla emocjonujących zwrotów akcji, ale dla rozrywki – jak najbardziej.

Moja ocena:

trzy gwiazdki

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>