Zaczytałam się: „Dygot” Jakub Małecki

dygot_front_1500px

Po powieści polskich autorów sięgam baaardzo rzadko. Ciężko mi powiedzieć dlaczego tak jest. Może stosunek książek polskich autorów do zagranicznych wychodzi na dużą niekorzyść tych pierwszych? Może są słabiej promowane? A może to głównie obyczajówki, a polskiemu czytelnikowi najlepiej czyta się fantastykę? Jakby nie było, literatura polska jest straszliwie niepopularna… w Polsce. Postanowiłam jednak zacząć to zmieniać i od pewnego czasu kupuję oraz czytam więcej lektur napisanych przez naszych rodzimych pisarzy. I tak, często natrafiam na literaturę najniższych lotów. Ale czasem trafia się naprawdę fenomenalny literacki twór. I o takim Wam dzisiaj opowiem.

O kim jest ta historia?

Absolutnie nie powiedziałabym, że ta książka ma jakiegoś jednego, głównego bohatera. Akcja rozwija się bowiem na przestrzeni wielu lat i w różnych miejscach. Co rozdział spotykamy się z kimś innym, zgłębiamy nowe historie. Tym jednak co łączy wszystkich bohaterów jest postać Wiktora. Jest on albinosem wychowywanym na polskiej prowincji. Rodzi się niedługo po II wojnie światowej, zatem – jak możecie to sobie wyobrazić – ludzie z jego rodzinnej miejscowości mają go za dziwadło, odmieńca, wielu uważa, że samo jego istnienie jest niebezpieczne i przynosi pecha.

Zawsze zawstydzony, zawsze jakby obok ludzi, obok życia, obok samego siebie. No dobrze, był biały, był inny, ale wcale nie aż tak biały i nie aż tak inny. Poradziłby sobie. Mógł normalnie. Mógł wszystko normalnie.

Pozostali bohaterowie są w jakiś sposób połączeni z Wiktorem. Niektórzy bezpośrednio, inni nawet nigdy go nie poznali. Każdy z nich jednak w jakiś sposób musi poradzić sobie ze swego rodzaju znamieniem, jakim jest życie tego najpierw chłopca, a potem mężczyzny.

Fabuła

Tak naprawdę to nie jest tu ona najważniejsza. Nawet szczerze mówiąc nie wiem, jak mogłabym streścić Wam tę opowieść bez przypadkowego zdradzenia fragmentów utworu. Tym bowiem co jest w niej najistotniejsze to relacje międzyludzkie, emocje, padające słowa. Sami zapewne szybko zauważycie, że nie jest to jedna z tych powieści, które mają jasny wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Fabuła i budowa utworu stanowią jednak fenomenalnie domkniętą opowieść pełną uczuć.

Co więcej, nie jest to szczęśliwa historia z takimże zakończeniem. Jest smutna, trudna, bolesna i rozdzierająca serce. Przeczytałam Dygot raptem w jeden dzień, ale zdążyłam wówczas przeżyć tyle, ile normalnie „zużywam” na kilka książek. Jestem w stu procentach zachwycona tym, jak fenomenalną opowieść stworzył pan Małecki.

O miłości słów kilka

Miłość jest bardzo istotną rzeczą w tej książce. Ale nie liczcie na ckliwość i słodycz znane nam obecnie z literatury kobiecej, czy licznych młodzieżówek. Dygot pokazuje uczucia, kiedy opadną już klapki z oczu i zaczyna się prawdziwe, twarde życie. Autor idealnie odwzorował różne odcienie miłości, jej gorycz i smutek. Uwierzcie mi, że można dosłownie poczuć ból niechcianej, czy przemijającej miłości zaczytując się w tej prozie.

Były takie okresy, że Milka zakochiwała się średnio raz w miesiącu, dlatego z czasem wyczerpała niemal wszystkie możliwości. Nigdy nie oczekiwała odwzajemnienia miłości. Gdyby tak się stało, zapewne czułaby się rozczarowana. Kochanie podobało jej się samo w sobie i dobrze czuła się z tym w samotności. Czasami jednak zastanawiała się, dlaczego jeszcze nikt nie zakochał się w niej.

Autor ukazuje też tę najbrudniejszą miłość. Tę wyłącznie cielesną, dawaną w za coś w zamian. Nie boi się podnosić tematu miłości za pieniądze. Stawia seks na równi miłości, a czasem nawet gloryfikuje go słowami poszczególnych postaci. Ale spokojnie – nie ma tu żadnych ostrych scen rodem z Greya. Tutaj chodzi tylko o emocje.

Ostatnie słowo

Cóż mogę powiedzieć, jak podsumować moją opinię? To trudna książka, nie spodoba się każdemu. Mnie jednak całkowicie pochłonęła, bo właśnie tego poszukuję w obyczajówka. Realności pomieszanej z fikcją, bez ckliwych miłostek i samych szczęśliwych zakończeń.

Absolutnie najlepsza książka jaką przeczytałam w tym roku. Będę polecać, będę do niej wracać, bo jest warta uwagi.

Jesteś krzyk, jesteś dygot, jesteś kropla w rzece.

Moja ocena:

pięć gwiazdek

Stopka:

Wydana: 2015

Cykl: -

Wydawnictwo: Sine Qua Non (SQN)

Liczba stron: 320

2 komentarze do “Zaczytałam się: „Dygot” Jakub Małecki

  1. Zaczynając czytać tą recenzję myślałam „nie dla mnie”. Z każdym kolejnym zdaniem jednak ta myśl się zmieniała. Koniecznie muszę przeczytać tą książkę. Czuję, że podobnie jak Tobie, bardzo mi się spodoba i będę do niej wracać.
    Pozdrawiam!

  2. Podobnie jak Ty, rzadko, a nawet baaardzo rzadko sięgam po naszą rodzimą literaturę i jest to spowodowane tym, że prawie zawsze trafiałam na coś zdecydowanie poniżej najniższych oczekiwań…
    Pierwszy raz słyszę o „Dygocie” i wpisuję go na listę książek do przeczytania, zaraz nawet sprawdzę, czy nie ma go przypadkiem w mojej bibliotece. Twoja recenzja naprawdę mocno mnie nim zainteresowała, za co dziękuję :)
    Pozdrawiam!

Odpowiedz na „~Podróże w książkiAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>