Jedną serią: „Królowie przeklęci” Maurice Druon

Gold crown

Pierwszą powieść z tego cyklu czytałam już wiele lat temu, zanim jeszcze Wydawnictwo Otwarte w ogóle pomyślało o tym, żeby wznowić całą serię w trzech tomach. Pamiętam, że opowieść całkiem mi się podobała, niemniej jednak miałam jakieś trzynaście, czy czternaście lat i nie wszystko było dla mnie zrozumiałe, a ciągłe sprawdzanie w przypisach lub Internecie było dosyć nużące i zabijało samą przyjemność czytania. Po tych już prawie dziesięciu latach zdecydowałam się jednak powrócić do tej sagi, żeby odkryć ją na nowo i dowiedzieć się, co też dzieje się w kolejnych częściach.

To, co musicie wiedzieć na początku to fakt, że mimo iż historią bardzo się pasjonuję, to jednak historia Francji fascynuje mnie przez pryzmat panowania Króla Słońce (czyli Ludwika XIV), Ludwika XV i Ludwika XVI (to właśnie jego żoną była jedna z moich ulubionych kobiet w historii, Maria Antonina). Niemniej jednak uznałam, że dobrze byłoby poszerzyć swoją wiedzę też z wcześniejszego okresu, a jak zrobić to lepiej niż dzięki dobrej historycznej książce bogatej w przypisy i krótkie biografie każdej z występujących postaci?

Przeklęty Król z Żelaza

Tytuł serii wziął się od klątwy. Bardzo odkrywcze, prawda? Chodzi o słynne w historii przeklęcie, które rzucił Jacques de Molay, ostatni Wielki Mistrz Zakonu Templariuszy na stosie, 18 marca 1314 roku (taka mała ciekawostka – wiecie, że to również z tą postacią związany jest przesąd o pechowym piątku trzynastego? Wziął się on stąd, że to właśnie w piątek 13 roku 1307 Templariusze zostali aresztowani; wydarzenie to było końcem ich zakonu i początkiem ogromnej kaźni). 

Jacques (czy też po prostu – Jakub) rzucił klątwę na króla Filipa IV Pięknego, jego ministra Wilhelma de Nogaret oraz papieża Klemensa V. W czasie kiedy polana jego stosu mocno się już paliły, on zakrzyknął:

Papieżu Klemensie, królu Filipie, rycerzu Wilhelmie! Nim rok minie spotkamy się na Sądzie Bożym!

Dobrze myślicie – nie minął roku, a wszyscy trzej wyzionęli ducha.

Druon swoją opowieść oparł właśnie na tej historii. „Przeklął” nie tylko rzeczonego króla Filipa, ale też jego rodzinę. Śmierć Wielkiego Mistrza stała się początkiem cierpień całego rodu Króla z Żelaza.

Nikt nie jest idealny

Druon nie zbudował wyłącznie silnych postaci bez duszy i serca. Wykreował prawdziwych ludzi, ze wszystkimi ich emocjami, uczuciami, namiętnościami i słabościami. Czytelnik może bardzo łatwo odnaleźć się w opowieści o królach i dzielnych rycerzach, bo bohaterowie ci żyją życiem, które jemu samemu dobrze jest znane. Zaczyna się już na samym początku, gdy przedstawiony jest skandal z wieżą Nesle. Miłość miesza się z nienawiścią, a seks potrafi być wyłącznie kartą przetargową do odniesienia sukcesów, mniejszych lub większych.

Szalenie podobała mi się również historia włoskiego lombarda, Gucia i jego ukochanej Marii. Brawa dla autora za stworzenie historii miłosnej rozdzierającej serce w samym centrum dworskiego, brutalnego życia!

Łatwo znaleźć też postacie okrutne, mściwe i niebezpieczne. Hrabina Mahaut to kobieta, której na pewno nie chcielibyście spotkać! Mroziło mi krew w żyłach za każdym razem, kiedy pojawiała się na kartach powieści. Również królowie, którzy nadeszli po Filipie Pięknym wywołują niemało lęku. Aż strach pomyśleć, że wystarczyło przy nich nieroztropnie użyć niektórych słów i już można było żegnać się z luksusem, wolnością, czy nawet życiem!

Gdzie historia miesza się z fikcją

Królowie przeklęci to powieść z gatunku historycznych, niemniej jednak absolutnie nie można traktować jej jako książki będącej dokładnym odzwierciedleniem rzeczywistych wydarzeń. Autor starał się jak najdokładniej odwzorować postaci, jak i realia życia oraz trzymał się dat i faktycznych wydarzeń, niemniej jednak cała reszta jest fikcją. Bardzo istotne jest również podkreślenie faktu, że autor starał się rozwiązać tajemnice historii, które dzisiaj są nie do rozwiązania. Co więcej, sam również wykreował kilka nowych…

Wspominałam już o biogramach i przypisach. Bardzo, bardzo, bardzo ułatwiają one lekturę, aczkolwiek przy małym zainteresowaniu historią trochę nużącym może okazać się ciągle zaglądanie na ostatnie strony (wszystkie przypisy umieszczone są na końcowych kartach każdego tomu, a nie na tych samych stronach co tekst powieści). Pamiętam, że właśnie to odrzuciło mnie po pierwszej lekturze. Zachęcałabym jednak do nie zniechęcania się i daniu całej serii szansy, bo naprawdę potrafi ona przytrzymać człowieka w napięciu.

Opowieść kardynała

Wszystko byłoby dobrze gdyby nie ostatnia opowieść. Wszystkie powieści są napisane narracją trzecioosobową (zdecydowanie moja ulubiona), poza ostatnią. Wówczas bowiem nagle stykamy się z opowieścią kardynała i tym samym, narracją pierwszoosobową. Mogłabym to jakoś przeboleć gdyby nie fakt, że to naprawdę „opowieść-opowieść”. Mamy zatem przykładowo wtrącenia typu „usiądź mój bratanku”, „czyż to nie wyborny pasztet?” lub „boli mnie głowa”. Ledwo przeszłam przez tę historię. Wszystkie opowieści czytałam góra dwa dni, ale na tę jedną poświęcić musiałam ponad miesiąc. Co więcej, za lekturę zabierałam się tylko w podróży, bo w domu, dla czystej przyjemności, nie miałam siły się za nią zabrać.

Nie wiem, skąd ta nagła zmiana w narracji, ale kompletnie zepsuła mi ona przyjemność z lektury całej sagi. Było nudno, męcząco i źle. Wielka szkoda, bo poza tym jednym opowiadaniem cała reszta stała na najwyższym poziomie.

Ostatnie słowo

Podsumowując, przyjemnie było zapoznać się z lekturą, którą sam Martin określił jako „prawdziwą Grą o Tron” (zgadzam się w stu procentach!). Fenomenalnie wykreowane postacie, wartko prowadzona akcja i nuta tajemnicy są w stanie zapewnić miło spędzony czas. Gdyby nie ostatnia opowieść dałabym maksymalną liczbę gwiazdek, bo autor spisał się świetnie dopracowując szczegóły do ostatniego słowa.

Miłość, nienawiść, Francja przed wojną stuletnią – cudo! Idealna lektura tak dla laika historii szukającego akcji i/lub miłości, jak i dla historycznego maniaka uwielbiającego zagłębiać się w najintymniejsze meandry wielkiej historii.

Mogę zdecydowanie polecić!

14649023485477594-jpg-gallery.big-iext35274285

Moja ocena:

cztery gwiazdki

Jeden komentarz do “Jedną serią: „Królowie przeklęci” Maurice Druon

  1. Okładki cudne. Dziękuję, skończyłam.
    Nie no, oczywiście żartuje, a do tego nie powinno się oceniać książki po okładce, ale ta kolorystyka…no cudo jakieś :D Szkoda tylko, że tematyka całkowicie nie moja choć przyznaję, Templariuszami się troszeczkę interesuję :P
    A co do tego piątku 13 to nie miałam o tym pojęcia! Co prawda nie wierzę w ten przesąd ale fajnie znać jego historię :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie na KONKURS <3

Odpowiedz na „~PolaCastairsTreatyAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>